12986733675_80af308c13_k

Ujarzmić wiatr z południa, czyli o koniu arabskim

Istnieje pradawna legenda o Bilkis, zwanej także Makedą. W X wieku p.n.e. przybyła ona z Saby do Izraela, a jej darem dla Salomona miał być pierwszy koń arabski. Inna opowieść jako ofiarodawcę wskazuje nie królową, lecz archanioła i wojownika bożego Gabriela. Zstąpiwszy na ziemię, z burzowej chmury stworzył konia i przekazał go w pieczę Abrahamowemu synowi, Izmaelowi.

Jeszcze inny mit przywołuje postać Mahometa. Prorok, chcąc sprawdzić wierność i posłuszeństwo swojego stada, przez cały dzień odmawiał im wody. O zmierzchu otworzył bramy i kazał grać sygnał do bitwy. Większość stada pogalopowała w kierunku wodopoju i tylko 5 klaczy przybyło na wezwanie. To one – według legendy – stały się pramatkami 5 linii hodowlanych, które istnieją do dzisiaj.

Najpiękniejszą opowieść o narodzinach konia arabskiego snują jednak Beduini:

Wtedy wziął Allach garść południowego wiatru, tchnął w niego oddech i stworzył konia. Rzekł do niego: imię twoje jest arabskie, dobro jest związane z twoją grzywą, zdobycz – z twoim grzbietem. Wybrałem ciebie spośród wszystkich zwierząt jucznych i zrobiłem z twojego pana – twojego przyjaciela; dałem ci siłę do lotu bez skrzydeł.

Wszystkie legendy zgadzają się, że wyrafinowane piękno arabskiego konia nie ma sobie równych.

W kolebce cywilizacji

Przodkowe arabów zostali udomowieni 4 tysiąclecia temu. Co ciekawe, doszło do tego nie w obszarze Półwyspu Arabskiego, lecz na terenach położonych bardziej na północ, w obrębie tzw. Żyznego Półksiężyca. Łagodniejszy klimat i bardziej bujna roślinność pozwoliły wykształcić konie o żywej inteligencji, lekkiej budowie ciała, cienkiej skórze i delikatnej sierści, którym wystarczała niewielka ilość wody i pożywienia, a które charakteryzowały się odpornością na ekstremalne wahania temperatur. Dzięki nim Beduini wkrótce stali się niepodzielnymi panami pustyni.

Choć konie arabskie są starsze od Islamu, to wiele tej religii zawdzięczają. Dbać o konia było przykazem wiary. Każde ziarnko paszy podarowane zwierzęciu miało zmazywać grzech w niebie. Klacze wpuszczano zatem do namiotów i traktowano z olbrzymią troską. Do dziś żywa jest pamięć o starym arabskim przysłowiu:

Niech głodują i odczuwają pragnienie moje dzieci, ale nigdy mój koń.

Co ciekawe, księgi stadne koni arabskich – przez wieki przekazywane ustnie – tradycyjnie prowadzone były w linii żeńskiej. Beduini klacze cenili wyżej niż ogiery z uwagi na ich spokojniejszy temperament. Wystarczy sięgnąć do wojowniczej przeszłości tego ludu, by zrozumieć przyczynę. Krnąbrny ogier łatwo mógł zdradzić pozycję wrogowi. A kastracji Arabowie i Berberowie do dziś właściwie nie stosują.

O czystej krwi arabskiej mówimy dlatego, że dzięki ponad tysiącletniej, rygorystycznej selekcji rasa ta jest wolna od domieszek innej krwi. Beduini dbali zresztą nie tylko o czystość rasy (azil), ale także linii hodowlanych: Kuhaylan, Ubayyah, Saglaviyah, Dahmah i Shuwaymah. Badania genetyczne na mitochondrialnym DNA dowodzą, że każda z nich pochodzi od innej klaczy. Jak się zatem okazuje – w starej legendzie o Mahomecie i jego stadzie jest ziarno prawdy.

Polska historia arabów

Hodowla koni w Polsce bardzo szybko, bo w XIV wieku, przybrała kierunek orientalny. Częste wojny z Turkami i Tatarami stały się okazją do pozyskiwania świetnych reproduktorów. A krew arabska – nawet zmieszana – doskonale sprawdzała się u wierzchowców lekkiej jazdy służącej na bezkresnych stepach południowo-wschodniej Rzeczypospolitej.

Pierwsze wzmianki o koniach czystej krwi arabskiej pochodzą z XVI wieku i dotyczą stadniny w Knyszynie utrzymywanej przez króla Zygmunta Augusta. Za przodków dzisiejszych polskich arabów uznaje się jednak konie sprowadzone do Polski na początku XIX wieku przez Hieronima Sanguszkę, Wacława Seweryna Rzewuskiego oraz Juliusza Dzieduszyckiego. Rasa szybko zyskiwała na popularności, czego dowodem są liczne wizerunki, m.in. pędzla Juliusza Kossaka.

Juliusz Kossak “Stadnina na Podolu” (1886)

Kataklizmy dziejowe nie oszczędzały polskiej hodowli arabów. Stada były rozkradane i wywożone za granicę, ginęły również na polach bitew. A mimo to udawało się je skutecznie odbudowywać, dzięki czemu “polski koń arabski” stał się marką rozpoznawaną i cenioną na całym świecie – także w dawnej ojczyźnie, krajach arabskich.

Najpiękniejsze konie świata

Swoją szlachetną sylwetkę koń arabski zawdzięcza nietypowej budowie ciała – posiada 17 par żebrowych oraz 5 kręgów lędźwiowych (u innych ras koni występuje 18  par żebrowych i 6 kręgów lędźwiowych). Głowa ma profil wklęsły (szczupaczy) lub prosty. Szyja jest lekka i łabędzia, łączy się z głową pod charakterystycznym kątem, mitbah, co zdaniem Beduinów jest oznaką odwagi. Między oczami pojawia się czasem trójkątna wypukłość, jibbah, czyli według tradycji miejsce, gdzie Allah złożył swój pocałunek.

Co ciekawe zarówno mitbah, jak i jibbah mają praktyczne zastosowanie. Szczególne osadzenie głowy daje dużo miejsca na tchawicę i pozwala na swobodne wyginanie szyi na boki. Wypukłość między oczami natomiast umożliwia rozrost zatok, co ułatwia oddychanie w pylistym, pustynnym powietrzu.

Podczas pokazów uroda arabów oceniana jest wg tzw. “bukietu arabskiego”. Za najpiękniejszego konia świata uważa się natomiast nieżyjącą już klacz czystej krwi arabskiej Pianissimę z Janowa Podlaskiego.

Z powrotem na pustyni

Konie czystej krwi arabskiej hodowane w stadninach w Polsce i na całym świecie (szczególnie przez arabskich szejków) to żywe dzieła sztuki. Wystarczy jednak pojechać do krajów Maghrebu lub na Bliski Wschód, by spotkać araby pracujące na pustyni. Nie będą tak piękne i szlachetne, jak te z wybiegów. Ich krew może nie będzie czysta. Wynagrodzą to jednak swoją bystrością, świetną pamięcią, dzielnością i wytrzymałością.

Kto raz pojedzie do Maroka już zawsze będzie tęsknić za tamtejszymi końmi. Za ich fenomenalną pamięcią i instynktem na pustyni. Za gorącym temperamentem i odwagą. Za ich szybkością godną sportowców z Partynic. Bo nasze marokańskie rumaki to takie konie, z którym można zdobywać nawet wysmażone słońcem pogranicze Sahary.